Lęk jest jedną z najbardziej podstawowych emocji, jakie znamy. W swojej pierwotnej postaci jest darem – sygnałem ostrzegawczym, głosem ciała mówiącym: uważaj. Ale jest też coś, co z lękiem robi się znacznie częściej. I o tym warto porozmawiać.
Człowiek poddany stanowi lęku traci zdolność do racjonalnego myślenia. Ta część nas, która analizuje, waży argumenty, szuka niuansów – dosłownie wyłącza się, gdy ciało przechodzi w tryb zagrożenia. Zostajemy z odruchami: walcz, uciekaj, zastygnij, ulegaj.
W tym stanie jesteśmy podatni. Chcemy kogoś, kto nam powie, co robić. Kogoś, kto wie.
I tu zaczyna się historia stara jak świat. Mechanizm jest zawsze podobny: najpierw wskazuje się zagrożenie – realne lub wyolbrzymione, nieważne – ważne, żeby było żywe w wyobraźni. Potem wzbudza się poczucie bezsilności: sam sobie nie poradzisz, jesteś za słaby, za mało wiesz. A dopiero wtedy pojawia się wybawca – partia, lider, instytucja, ruch – z gotową odpowiedzią: tylko z nami będziesz bezpieczny.
Ten trójkąt powtarza się w historii z zadziwiającą regularnością. Nie dlatego, że wszyscy, którzy go stosują, są z natury manipulatorami – ale dlatego, że działa. Człowiek przestraszony jest posłuszny, karny, przewidywalny. Nasz świat jest, niestety nadal, czymś w rodzaju inkubatora lęku. Większość rzeczy w nim ułożona jest tak, że lęk może rozwijać się coraz bardziej. Nie jest to teoria spiskowa. To po prostu system, który my sami jako ludzkość – od niepamiętnych czasów wytwarzaliśmy.

Tu dochodzimy do wymiaru, o którym rzadko się mówi.
Wszelka emocja złości, wściekłości, nienawiści – wszystkie one są pochodnymi lęku – akumuluje się od zarania dziejów w najniższych warstwach emocjonalnych zbiorowej ludzkości. Każdy lęk, jaki kiedykolwiek przeżył człowiek, odkłada się tam jak osad, tworząc kolektywny, ogromny rezerwuar. I kiedy my się boimy, łączymy się z tym rezerwuarem. Efekt jest taki, że przestajemy myśleć racjonalnie jeszcze bardziej, czujemy się jeszcze bardziej bezsilni i podążamy za lękiem – w kółko, bez wyjścia.
Dodatkowo – wszędzie tam, gdzie kończy się fizyczna rzeczywistość, a zaczyna niematerialna, napotykamy właśnie te najniższe warstwy emocjonalne. A tutaj spotykamy duchy zmarłych - istoty, które z lęku, złości, nienawiści i dziesiątków innych przyczyn – wszystkie zostały one opisane w bestsellerze Opętani przez duchy – nie zdobyły się na odwagę, by po śmierci odejść w zaświaty. Zostały przy fizyczności, zanurzone w tym świecie najbardziej negatywnych emocji.
Nie są one szczególnie złośliwe ani przebiegłe. Nie manipulują z wyrachowania – one po prostu są tą emocją, która je otacza. Lęk, złość, nienawiść, zazdrość, zawiść itd. to ich jedyna rzeczywistość, powietrze, którym oddychają.
I kiedy my się boimy – a bywa, że boimy się stale i wszystkiego, lecz sobie tego nie uświadamiamy – stajemy się dla tych istot magnetyczni. Nasz lęk rezonuje z ich lękiem. A ponieważ nie widzimy różnicy między własną emocją a ich ogromną, kolektywną emocją, w chwilach wyjątkowo silnego strachu możemy je bardzo łatwo przyciągnąć do siebie. To nie jest metafora. To fenomen, który obserwujemy w naszej pracy od dziesiątków lat.
Warto powiedzieć jedną ważną rzecz, bo często jest źle rozumiana.
Człowiek odważny to nie jest człowiek, który się nie boi. On również się boi. Ale na tyle opanował własny umysł, że zna siebie. Wie, że lęk się w nim pojawia – i nie pozwala mu rozrosnąć się ponad pewną miarę. Bo gdy lęk przekracza tę miarę, przestajemy myśleć i łączymy się, najczęściej poprzez duchy, z tym kolektywnym, ogromnym zbiornikiem, który nas ogłupia i czyni bezsilnymi.
Mądre zarządzanie własnym lękiem to nie jego tłumienie ani udawanie, że go nie ma. To świadome zauważanie go – i niedawanie mu nad sobą władzy.
Z tego zaklętego kręgu mogą wyjść tylko ci, którzy opanują własne myślenie i własną emocjonalność. Można to zrobić na różne sposoby – najlepiej za pomocą prostych praktyk koncentracji i medytacyjnych. Ale trzeba to robić. Regularnie, konsekwentnie. W przeciwnym razie pozostajemy niewolnikami systemu lęku.
A to nie jest prawdziwym przeznaczeniem człowieka.
Przeznaczeniem człowieka jest życie w wolności, szczególnie od lęku – bo nasza boska część, iskra Boża, która jest w każdym z nas, nie zna takiego uczucia. Lęk jest uczuciem całkowicie ludzkim, związanym z ciałem, przetrwaniem i ego. A zatem nie z tym, czym jesteśmy w swojej najgłębszej Istocie.
Pomagamy w przypadkach, kiedy człowiek jest nawiedzony przez duchy – odprowadzamy je. Ale sama interwencja czasami nie wystarczy, jeśli nic nie zmieni się w środku. Bo jeśli wewnętrzna przestrzeń człowieka pozostaje przepełniona lękiem, przyciąganie duchów może się powtarzać.
Dlatego w naszej codziennej pracy zawsze idą w parze dwa elementy: uwolnienie od niechcianych wpływów oraz wsparcie w budowaniu wewnętrznej świadomości - emocjonalnej i mentalnej. A to prowadzi do wolności od lęku i każdej innej negatywnej emocji.
Następnym razem, gdy poczujesz falę niepokoju – zatrzymaj się. Jeden świadomy oddech. I zapytaj:
Skąd wiem, że to, czego się boję, jest prawdziwe? Kto mi to pokazał? Co zyskuje ten, kto chce, żebym się bał?
Te pytania nie gwarantują odpowiedzi. Ale otwierają przestrzeń. A przestrzeń – to już wolność.
Pytania lub komentarze? Wyślij maila: info@wandapratnicka.pl
DODATKOWE INFORMACJE:
1. Więcej informacji odnośnie symptomów nawiedzenia:
2. Jak sprawdzić, czy Ty lub ktoś Ci bliski ma do czynienia z nawiedzeniem:
3. Chcesz się dowiedzieć, w jaki sposób odprowadzamy duchy?
14 czerwiec 2026
Więcej wpisów