Trudno w to uwierzyć, że ktokolwiek mógłby dobrowolnie przyciągać do siebie duchy. A jednak zdarza się to codziennie. Nie z naiwności. Nie z lekkomyślności. Z czegoś znacznie głębszego i znacznie bardziej ludzkiego: z tęsknoty za bliskością.
Potrzeba bycia w intymnej relacji nie jest słabością. Jest kodem wpisanym w samą istotę tego, czym jesteśmy.
Na głębokich poziomach duszy każdy człowiek jest połączony z każdym innym człowiekiem. Połączony z każdym zwierzęciem, z każdą rośliną, z każdym kamieniem. Nawet w kamieniu jest Bóg i ewolucja – i przez eony ów kamień przemierza drogę rozwoju ku królestwu roślin, potem ku królestwu zwierząt, potem ludzi, a potem ku Świetlistym Istotom o niewyobrażalnych umiejętnościach i zdolnościach. Ta drabina nie ma końca. I ty jako człowiek jesteś jej częścią.
Tęsknota za jednością jest więc czymś absolutnie naturalnym. Głębszym niż jakikolwiek nawyk, głębszym niż jakakolwiek decyzja. Jest integralną częścią naszej istoty.
Problem zaczyna się wtedy, gdy potrzeby bliskości nie możesz zaspokoić w świecie fizycznym.
Możesz wówczas zdecydować się na przebywanie z ludźmi, którzy cię nie rozumieją. Lub trwać w towarzystwie, które cię drażni, bo inne towarzystwo jest niedostępne. Możesz zadawać się z kimś, kto nie dorasta do twoich aspiracji czy wibracji – po prostu dlatego, że każda obecność wydaje się lepsza niż samotność. Wielu ludzi tak żyje. Trwają w takich relacjach miesiącami, latami, czasami całe życie, bo coś w środku mówi: lepiej tak niż wcale. I właśnie to „lepiej tak niż wcale" – ta ugoda z pustką – powoli osłabia energię. Sprawia, że aura staje się przepuszczalna. Że wewnętrzna przestrzeń, która powinna być najpilniej chroniona, zaczyna być dostępna.
I wielu ludzi, gdy stają się w trakcie ewolucji bardziej wrażliwi, bardziej medialni, bardziej otwarci na świat subtelny, niematerialny zaczyna nieświadomie szukać towarzystwa gdzie indziej – w świecie dusz.
Dusze, które żyły kiedyś na Ziemi i nie odeszły w zaświaty, są nam wibracyjnie najbliższe. Łatwiej do nich dotrzeć niż do wyższych istot ze Światła. Czujemy je niemal instynktownie. I jeśli bardzo brakuje nam bliskości, ciepła, kogoś bliskiego – zaczynamy je przyciągać.

Tu kryje się subtelna pułapka. Przyciągamy bowiem nie duchy przypadkowe, tylko te, które są do nas podobne. Które mają zbliżony charakter, podobną emocjonalność, podobny sposób myślenia. Które znają twój ból, bo same go nosiły i nadal noszą. W pierwszej chwili może się to wydawać czymś pięknym – czymś w rodzaju znalezienia pokrewnej duszy.
Ale trzeba wiedzieć jedno: dusze, które pozostały blisko fizyczności zamiast odejść do Światła, do Boga, zrobiły ogromny błąd. Ich przeznaczeniem było przejść na drugą stronę kurtyny śmierci, ku coraz wyższym wibracjom, ku doskonałym myślom, ku temu, co my nazywamy rajem. Zamiast tego zdecydowały się pozostawać blisko naszego świata – w przestrzeni przesiąkniętej zbiorowymi negatywnymi emocjami ludzkości. Cierpieniem miliardów ludzi, wraz z własnym nieprzepracowanym cierpieniem.
Przyciągając taką duszę ku sobie, przyciągasz jej cechy charakteru, ale również jej cierpienie. I wzmacniasz własne – to, które w tobie było, albo jest, ale z którym się być może jeszcze nie zmierzyłeś.
Jest jeszcze jeden wymiar tej pułapki. Nasi klienci często opisują go własnymi słowami.
Cierpią z powodu nawiedzenia – ale jednocześnie mówią, że duchy im pomagają. Że je rozumieją. Że czuliby się bez nich jeszcze bardziej samotni. To jest właśnie ten moment, w którym nawiedzenie staje się najgłębszą pułapką: gdy ofiara zaczyna bronić oprawcy, bo myli jego obecność z opieką.
Gdy tłumaczymy tym osobom, że duchy manipulują, że podszywają się pod kogoś pomocnego, że cała ta „opieka" jest iluzją stworzoną w jednym celu – dostępu do naszej energii, bez której duchy nie potrafią istnieć – dzieje się coś niezwykłego.
Duch wie, czego szukasz. Wie, jakiego słowa ci brakuje, jakiej obecności, jakiego ciepła. I właśnie to ci daje – lub raczej: daje ci złudzenie tego. To nie jest przypadkowe. To jest mechanizm. Im bardziej ktoś jest głodny bliskości, tym precyzyjniej duch dopasowuje swoją maskę. Gdy uświadamiamy to klientowi, słyszymy wówczas w jego głosie natychmiastową ulgę. Nikt nie zaprzecza. Nikt nie używa wcześniejszych argumentów. Jest cisza, a potem: „Tak. Wiem, że to prawda."
Ten moment rozpoznania jest zawsze wyjątkowy. Człowiek wie to głęboko w sobie, zanim jeszcze padną słowa. Po prostu bał się to powiedzieć na głos.
Czego zatem nam potrzeba?
Z pewnością nie zakazu tęsknoty. Nie zakazu szukania bliskości. Potrzeba nam rozeznania. Głębokiego, spokojnego rozeznania, kogo wolno nam do siebie przyciągać – w świecie fizycznym i w świecie niematerialnym.
Namiętność, fascynacja, przemożne potrzeby, destrukcyjne nawyki (np. uzależnienie) – to złe drogowskazy. Kiedy kieruje tobą coś tak silnego, że tracisz chłodny ogląd sytuacji, stajesz się podatny. Dotyczy to relacji z ludźmi i w równym stopniu – a może w jeszcze większym – relacji ze światem dusz, które nie odeszły.
Obserwuj, z kim przebywasz. Obserwuj, jak się czujesz w takiej obecności. Czy masz więcej energii czy mniej? Czy jesteś spokojniejszy czy bardziej niespokojny. Twoje ciało energetyczne wie. Częściej mu ufaj.
Potrzeba bycia w relacji jest święta. Prowadzi cię ku jedności, ku Bogu, ku temu, co jest najgłębszą prawdą twojego istnienia. Ale ta sama potrzeba, jeśli kieruje nią lęk i rozpacz – może cię zaprowadzić w zupełnie inne, bardzo bolesne, miejsce.
Wybór jest zawsze twój, bo to ty wybierasz swój świat. Zawsze pytaj swoje najgłębsze ja, co będzie dla ciebie najlepsze. Prędzej czy później odpowiedź zawsze się pojawia.
Pytania lub komentarze? Wyślij maila: info@wandapratnicka.pl
DODATKOWE INFORMACJE:
1. Więcej informacji odnośnie symptomów nawiedzenia:
2. Jak sprawdzić, czy Ty lub ktoś Ci bliski ma do czynienia z nawiedzeniem:
3. Chcesz się dowiedzieć, w jaki sposób odprowadzamy duchy?
14 czerwiec 2026
Więcej wpisów