Articles

Pomagam przechodzić na drugą stronę


 

Kurier nr 50 (130), 13 grudzień 2005 



Z Wandą Prątnicką - znaną egzorcystką i parapsychologiem rozmawiamy tuż po jej wykładzie, który odbył się w piątek 9 grudnia w bibliotece zamkowej w Mosznej. 


Jak doszło do tego, że w świecie zdawałoby się zdominowanym przez racjonalizm, zajęła się pani taką tematyką? 

Już od dzieciństwa widzę duchy. Zdolności parapsychiczne miałam od urodzenia. Teraz widzę je tylko, gdy tego chcę. Wcale nie chciałam się tym zajmować i w ten sposób pomagać ludziom, ale gdy zaczęłam się interesować tym tematem i sama przekonałam się, ile chorób wywołanych jest przez duchy, ile duchy mogą sprawić kłopotów i nieszczęść ludziom, zaczęłam to analizować i powiązywać fakty. Widziałam i wiedziałam, czego inni nie widzieli i nie wiedzieli. Przez całe życie ludzie w różnym wieku szukali u mnie pomocy, pocieszenia, zrozumienia, porady. Nigdy ich nie szukałam, to oni w jakiś sposób znajdywali mnie sami. W pewnym momencie nauczyłam się widzieć chorobę i jej przyczynę na długo przed pojawieniem się jej fizycznych objawów. Pomagam jednak tylko wtedy, gdy klient zdecyduje się pomóc sam sobie. 

W jaki sposób pomaga pani ludziom? 

Jestem zarazem parapsychologiem, ale i psychoterapeutą. Pomagam zarazem ludziom, jak i osobom zmarłym. Pomagam ludziom zrozumieć świat duchowy, a duchom uwolnić się od powiązań z tym światem. Pomagam im przejść na drugą stronę. Często jest tak, że duch nie umie odejść na drugi świat z jakiegoś powodu, na przykład zgrzeszył i boi się Boga. Często ludzie głęboko wierzący mają po śmierci ten problem. Miałam przypadek ducha, który bał się odejść na drugi świat, bo miał wyrzuty, że w post zjadł kiełbasę. Duchy nie umieją odejść także, kiedy człowiek był bardzo przywiązany do świata materialnego i żal mu się rozstać z jego dobrami. Czasami możemy kupić używane auto wraz z duchem - poprzednim jego właścicielem, który jest tak przywiązany do ukochanego samochodu, że nie umie się z nim rozstać. Dużo istot też nie zdaje sobie sprawy, że umarło i są duchami. Nadal chodzą wśród nas, myśląc że żyją na tym świecie. Często to my, gdy jesteśmy do kogoś bardzo przywiązani, po jego śmierci, nie pozwalamy opuścić tej osobie tego świata. 

Ale jak dokładnie wygląda taka pomoc? Skąd pani wie, że ma do czynienia z osobą opętaną, w jaki sposób kontaktuje się z duchami? 

Robię to intuicyjnie. Po prostu wiem. Przeprowadzam to za pomocą myśli. We wszystkim, co robię prowadzi mnie Bóg, Wyższa Siła i Inteligencja. Ona mi podpowiada, co mam w danej chwili zrobić. Dlatego nie zastanawiam się, jak pomóc. Dzieje się to samoczynnie. Wiem co zrobić, jakie zadać pytanie, jakiej udzielić odpowiedzi. Nie muszę się nawet kontaktować z osobą opętaną, wystarczy mi znać dane klienta i mogę skontaktować się z duchem z domu na odległość. Zresztą odprawianie egzorcyzmów jest bardzo niebezpieczne dla samych egzorcystów, więc sama wolę nie kontaktować się bezpośrednio z opętanym. Jestem wprawdzie katoliczką, ale podkreślam - nie jestem egzorcystką kościelną. Moje egzorcyzmy to raczej rodzaj psychoterapii. 

Czy są ludzie, którzy są bardziej podatni na ingerencję duchów? 

Oczywiście. Ludzie mało samodzielni, szukający oparcia w kimś, są bardziej podatni na ingerencję duchów. 

Czy duchy właśnie wyczuwają takie osoby? 

Tak. Do silnego człowieka trudno się duchowi dostać. Duch jest jakby intruzem i idzie na łatwiznę. Łatwiej mu zawładnąć człowiekiem o słabszej konstrukcji psychicznej i czerpać z niego energię życiową. 

Skąd się wziął taki stereotyp, że najczęściej to dzieci widzą duchy? 

Każdy człowiek mały widzi duchy. Dziecko często mówi, że widzi gdzieś jakiegoś pana, ale rodzice to ignorują. Ja też w dzieciństwie widziałam duchy, ale nikt mi nie wierzył. Gdy w nocy mówiłam, że coś widzę w domu, tata zapalał światło i dostawałam lanie, gdy się nadal upierałam, że widziałam ducha. 

W naszej redakcji analizowaliśmy zdjęcie wykonane latem w miejscowości Obrowiec na tzw. Tempelberg. Na zdjęciu widać zarys świetlistej postaci, choć osoby, które je wykonały, zarzekają się, że poza nimi, nikogo tam wtedy nie było. Czy wierzy pani w emanację duchów na fotografii? 

Ależ oczywiście. Mnóstwo jest zdjęć, na których widać zarysy duchów. Na tym zdjęciu, o którym pan wspomina, też mógł się pojawić duch, bo osoby bardzo wierzyły w to, że sfotografują w tym miejscu ducha. 

Czy są duchy, które opiekują się nami? 

Te, które pozostały po tej stronie, na pewno nie. One zasysają naszą energię. Duchy, które nie odeszły na drugi świat, stają się bardzo egoistyczne i mogą nam tylko zaszkodzić. Nie należy się ich bać, ale odradzam wszystkim popularną zabawę w w 'wywoływanie duchów'. Znam wiele przypadków, które skończyły się bardzo źle dla uczestników takiej 'zabawy'. 

W swoim wykładzie postawiła pani tezę, że 99 % przypadków autystycznych spowodowanych jest przez opętanie. Czy według pani duchy przyczyniają się też do innych chorób? 

Moim zdaniem zdecydowaną większość chorób psychicznych powodują duchy. Miałam kiedyś klienta, kilkuletniego chłopca, który cierpiał na autyzm. Okazało się, że opętał go duch dziadka. Po uwolnieniu od ducha, chłopak zaczął normalnie chodzić, uczyć się mówić. Ale duchy przyczyniają się nie tylko do chorób psychicznych. W mojej książce piszę, że duchy wywołują także inne choroby, nawet nowotwory. Nie nawołuję, żeby rezygnować z lekarzy, leków, szpitali, żeby jedno zastąpić drugim. Uświadamiam tylko, że istnieją jeszcze inne przyczyny naszych problemów, o których do tej pory nie wiedzieliśmy. 

Dziękuję za rozmowę. 

Rozmawiał Artur Jackowski 

 

Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF